poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Rozdział 15

Po spotkaniu z Panem Malikiem, wracamy z ojcem do domu. 
Mężczyzna jest bardzo przystojny. Był z nim również jego syn Leo, który jest równie urodziwy jak i ojciec. Dowiedziałam się też, że Zayn, tak ma na imię mężczyzna, od dawna jest przyjacielem mojego taty.
Kiedy samochód zatrzymuję się na wielkim podjeździe wysiadam z niego i kieruję się do domu. Kiedy tylko otwieram drzwi czuję zapach pieczonego kurczaka. Jestem taka głodna. 
Ściągam trampki i idę do kuchni, gdzie spotykam mamę w fartuchu i chłopaków.                                                                 
- Gdzie twój tata? - pyta kobieta kiedy mnie zauważa. Podchodzę do lodówki i wyciągam z niej jogurt.  
Nie odpowiadam, kiedy widzę jak ojciec wchodzi do wielkiej kuchni. 
- Hej kochanie. Jak w pracy? - pyta kobieta.
- Witaj kotku. - mężczyzna podchodzi do niej, przytula ją i całuje w usta.- Dziwnie spokojnie. Nie zgadniesz kto był dzisiaj u mnie, Zayn i Leo, nie wyobrażasz sobie jak ten chłopak wyrósł, kompletnie go nie poznałem. - wzdycha- A jak u ciebie, co dzisiaj robiłaś. - ściąga krawat i rozpina białą koszulę. 
- Dobrze, byłam u Gemmy w szpitalu. -opiera się o blat. 
- Ohh, co u niej i dziecka? - tata sprawdza coś w swoim iPhone i staję koło kobiety. 
- U Gemmy wszystko dobrze, z małą też dobrze - uśmiecha się.
- Umm... to dobrze. Chłopaki jak było na meczu? - ojciec zmienia temat, a mama spuszcza głowę i opuszcza kuchnie. Ojciec widząc to nawet nie reaguje tylko podchodzi do chłopaków siedzących przy wysepce. 
- Super. Wygraliśmy tato. - oznajmia Leah. 
- To świetnie, a jak były z wami ciocie? 
- Była tylko ciocia Eleanor, a ciocia Naya nie mogła bo musiała zająć się Tobym, ale za to wujek Niall zabrał Theo. - mówi Nelan, a ojciec kiwa głową. - A gdzie poszła mama? - chłopak spogląda na mnie, a ja wzruszam tylko ramionami. 
- Pewnie znowu płaczę - rzucam, a mężczyzna karci mnie wzrokiem.
- Zaraz wracam, nakryjcie do stołu. - mówi ostro i wychodzi z pomieszczenia.  
- Dlaczego niby mama ma płakać?- Leah poprawia się na wysokim stołku. 
- A co nie widzisz jak ojciec ją traktuje? - przewracam oczami. Wyciągam talerze z szafki i niosę je do jadalni. Będąc tam słyszę krzyki z góry. 
- Co ty wyprawiasz do cholery? - krzyczy ojciec, na co się wzdrygam. Mam chęć iść tam i wydrzeć się na niego, za to że krzyczy na mamę. No bo w końcu co ona mu zrobiła. Codziennie gotuje mu obiadki, sprząta, pomaga chłopakom w lekcjach, zaspokaja go. Skąd to wiem? Mam pokój obok ich i wszystko słyszę. Czasami mam wrażenie, jakby ojciec ją tam katował, a nie... no wiecie. 
- Codziennie beczysz, ile ty kobieto masz lat, naucz się w końcu że to mój dom i ja tutaj rządzę nie ty i dzieci. - krzyczy, słyszę płacz mamy.
Odstawiam talerze i wracam do kuchni. Chłopaki siedzą i nadal grają na swoich iPod'ach. Dobrze że nie słyszą co dzieje się tam, na górze. 
Kiedy wyciągam z szafki szklanki, do kuchni wchodzi mama ze spuszczoną głową, a za nią ojciec, w dresach i czarnej koszulce, musiał się przebrać. 
- Pozabierać wam te zabawki, myć ręce i do stołu już! - drze się na chłopaków. Ci za to tak wystraszeni odkładają urządzenia i biegną do łazienki. Spoglądam na niego, a nasze oczy się spotykają, jego oczy są czarne. I już wiem że jest wkurwiony na maksa. 
- A ty na co czekasz, biegiem! - warczy, szybko odwracam wzrok i spoglądam na mamę. 
- Mamo pomóc ci? -pytam,  kręci głową, nawet na mnie nie patrząc. 
- Powiedziałem coś! - ojciec łapie za moje ramie, tak mocno, że pisk wydobywa się z moich ust. Puszcza moje ramie i popycha w głąb jadalni, robi to tak mocno że prawie wpadam na wielki stół. 
Chłopaki siedzą już przy stole, na ich twarzach wymalowany jest strach i przerażenie. Nie dziwie się.
W końcu sama zajmuję miejsce naprzeciwko Leah i patrzę na chłopaków. 
- Teraz wiesz o co mi chodzi? - szepczę do Leah'a. Podnosi na mnie wzrok, ale od razu go spuszcza kiedy widzi ojca, zajmuje miejsce obok mnie na co się spinam. Zaraz dołącza do nas mama, która stawia danie na środku stołu. Zaczynamy jeść. 

Po kolacji ojciec każe nam iść do swoich pokoi, więc też tak robimy. Kiedy spoglądam na zegarek, który wskazuje godzinę 18:48 idę się umyć i wracam do pokoju. Ubieram się w szorty, koszulkę i biorę laptopa. Siadam na łóżku i włączam urządzenie, kiedy loguję się na TT, włączam muzykę i szukam jakiś film. 

Kiedy film kończy się, wyłączam laptopa i idę na dół. 
Nalewam sobie do szklanki wody i upijam łyk. Kiedy słyszę kroki w salonie, momentalnie krztuszę się wodą. Boję się że to ojciec, ale kiedy widzę moją mamę. Zapłakaną. Taa, w sumie to czego ja mogłam się spodziewać. 
- Mamo- szepcze i przytulam kobietę. - Nie płacz, nie przez niego, proszę - próbuję ją uspokoić, ale to nic nie daję. 
- Isabelle...twój ojciec mnie...uderzył - mówi nadal płacząc. 
Dupek.
- Mamo...- po chwili płaczę razem z nią. Jak on mój uderzyć własną żonę?! 

Rano budzę się, niewyspana, prawie przez całą noc siedziałam z mamą i ją uspokajałam. Gdy widzę że kobieta jeszcze śpi, tak spałam z mamą. Przecież nie mogłam pozwolić jej spać na kanapie, a co gorsza z tym psycholem. 
Kiedy wchodzę do kuchni momentalnie zamieram widząc tam ojca. 


CZYTASZ=KOMENTUJESZ !

wtorek, 22 kwietnia 2014

Rozdział 14


Przepraszam bardzo za poprzedni 14 rozdział, który dodałam. Miałam napisane dwie wersje rozdziału i dodałam złą. Przepraszam za mój błąd.  I jeszcze jedno wejdźcie w "Bohaterów", ponieważ zmieniło się "parę" rzeczy. :)




Isabelle

Ze snu wybiły mnie krzyki chłopaków, którzy jak zwykle nie umieli siedzieć cicho. Uch pieprzone bachory. 
Postanowiłam to zignorować i przykryłam głowę poduszką. 
Krzyki nasilały się z każdą chwilą, miałam wrażenie że są pod moimi drzwiami i chyba tak też było. 
- ODDAWAJ TO! - usłyszałam krzyk Leah'a szybko poderwałam się  z łóżka i podbiegłam do drzwi otwierając je na oścież, te małe gnojki stali na środku korytarza i się kłócili. Boże co za IDIOCI. 
- Spadajcie stąd, wypad drzeć się gdzie indziej!-krzyknęłam na co obaj spojrzeli na mnie równocześnie. 
- Tata powiedział że masz już wstać - odezwał się Nelan. 
- Pieprz się !- burknęłam i wróciłam do pokoju trzaskając drzwiami. 
Rzuciłam się na łóżko, ja pierdole przez tych debili już nie zasnę. 
- Kurwa - szepczę i wstaję z łóżka, stanęłam przed wielką szafą zastanawiając się co założyć. Wybieram szorty z wysokim stanem i miętowy top. 
Wychodzę z pokoju i idę do łazienki, biorę prysznic po czym owijam się w puchowy ręcznik. Po tym jak wysuszam włosy, ubieram się i maluje.
Kiedy opuszczam łazienkę kieruję się na dół, do kuchni. 
Tam zastaję rodziców pijących kawę i rozmawiających, o czymś na pewno bardzo "ciekawym".
- Wiesz może która jest godzina - odzywa się ojciec kiedy mnie zauważa
- Dwunasta ?- mówię obojętnie
- No właśnie, a co ja mówiłem o twoim wstawaniu w weekendy ?
- Wal się - mówię na tyle cicho aby ojciec nie usłyszał i na szczęście nie usłyszał. 
- Jutro wylatujemy do Los Angeles z chłopakami i ty oczywiście lecisz z nami - tym razem odzywa się moja matka. 
- Chyba śnicie, jutro Matt robi imprezę i ja na nią idę, więc zostaję w domu - mówię stanowczo
- Nigdzie nie idziesz, lecisz z nami. - po jego tonie można wyczuć że jest wkurzony.
- Ale...
- Powiedziałem coś, lecisz z nami i koniec, a teraz jedz i jedziemy!-krzyknął  
- Co?! Gdzie niby?! - spoglądam na ojca wściekła 
- Jedziesz ze mną do firmy, zobaczysz co to praca, a nie siedzisz cały dzień w domu i nic nie robisz, zamiast chociaż w czymś pomóc matce - mówi i kończy swoją kawę. - Masz piętnaście minut i widzę cię w samochodzie. - dodał i opuścił kuchnie.
- Dupek - sykam pod nosem i robię sobie płatki z mlekiem.
- Isabelle uważaj na słowa - karci mnie matka, kiedy siadam na przeciwko niej przy kuchennej wysepce. 
- Muszę tam jechać? -pytam spokojnie spoglądając na kobietę 
- Ojciec coś powiedział i nie denerwuj go proszę cię.
- Okej...
- Jesteś gotowa - do kuchni wszedł mój ojciec.
- Mhm- odłożyłam miseczkę i łyżkę do zmywarki i ruszyłam do wyjścia.  
- Pa kochanie, przyjedziemy koło popołudnia - powiedział i pocałował moją matkę 
- Harry nie naciskaj na nią, wiesz jaka ona jest, nauczy się - prosi 
- Zobaczę - szedł już do wyjścia - a Sus dzisiaj przyjadą chłopaki i zabiorą chłopaków na mecz - dodaje.
- Dobrze bawcie się dobrze, tylko się nie pogryźcie. Isabelle bądź grzeczna- śmieję się na co wywracam oczami. 
Wsiadamy z tatą do jego czarnego Range Rover'a i odjeżdżamy z piskiem opon. Siedzimy w kompletnej ciszy, którą przerywa mężczyzna. 
- Dzisiaj mam spotkanie, i daję ci wybór albo idziesz  ze mną, albo czytasz i podpisujesz papiery. - spogląda na mnie 
- Zależy jak długo będzie trwać to spotkanie ? - spoglądam na ojca
- Normalnie może trwać parę godzin, ale dzisiaj nie ma takiej potrzeby gdyż muszę omówić tylko jedną sprawę - mówi skupiając się na drodze
- Spotkanie - oznajmiam, mężczyzna parkuje przed firmą, wysiadamy z auta i kierujemy się w stronę wejścia, do wielkiego wieżowca. 
- Okej, wiesz gdzie jest mój gabinet - spogląda na mnie, a ja kiwam głową dając mu znak że wiem. - Idź do niego ja zaraz przyjdę, w środku masz laptopa tablet, telewizor co tam chcesz. - mówi i idzie w kierunku niskiej recepcjonistki. Wsiadam do windy i jadę na trzecie piętro, kiedy jestem na drugim piętrze winda się zatrzymuje i wsiada do niej wysoki mężczyzna, włosy ciemny blond, postawione do góry na żel, lekki zarost i niebieskie oczy. 
Wygląda na starszego ode mnie, gdzieś około trzydziestki. Stanął obok mnie uśmiechając się lekko. 
- Trzecie - szepcze i wciska guzik, winda znów ruszyła. 
- Pracujesz tutaj ? - spogląda na mnie 
- Nie, to firma mojego ojca, a pan? Pracuje tutaj ? - patrzę na niego z dołu 
- Tak, właściwie dopiero zaczynam - śmieję się 
- Mhm - kiwam głową 
- Aaron - wyciąga w moja stronę rękę 
- Isabelle, ale mówią mi Bella - ściskam jego dłoń lekko nią potrząsając.
- Miło mi Cię poznać Bello- uśmiecha się słodko 
- Wzajemnie - odwzajemniam gest, kiedy tylko winda się zatrzymuję wysiadam z niej i idę w stronę gabinetu ojca. Przed tym żegnając się z Aaron'em. 
Kiedy jestem pod wielkimi drzwiami zauważam sekretarkę w kusej czarnej sukience. Wcześniej jej tutaj nie widziałam. 
- Szefa nie ma - mówi ostro, mierząc mnie wzrokiem. 
- Jest, zaraz tu będzie - mówię i otwieram drzwi, ale czynność przerywa mi kobieta. 
- Nie możesz tam wejść, to gabinet szefa - podchodzi do mnie 
- Ta i mojego ojca - burczę i wchodzę do pomieszczenia trzaskając drzwiami. 
Rozsiadam się na wielkiej białej, skórzanej kanapie i włączam wielki plazmowy telewizor wiszący na ścianie. 
Czarnym pilotem włączam program muzyczny i podgłaśniam trochę. Akurat leci nowa piosenka Avici "Addicted to You".
Po jakimś czasie do pomieszczenia wszedł mój ojciec, ubrany w garnitur, w jednej ręce miał swoją czarną skórzaną teczkę, a w drugiej tego samego koloru segregator. Zgaduje że są to jakieś ważne dokumenty.
Podszedł do swojego wielkiego biurka i odłożył na nie torbę razem z segregatorem.
Ściągnął marynarkę i odwiesił na oparcie fotela. Usiadł za biurkiem i spojrzał na mnie.
- Możesz trochę ściszyć ?- kiwam głową i ściszam. 
Ojciec grzebie coś w laptopie, a ja myślę o jedzeniu. Siedzę tutaj od dwóch godzin i umieram z głodu. 
- Jeśli jesteś głodna możesz iść do bufetu - mówi jakby czytał mi  w myślach. 
- Ohh tak, umieram z głodu idziesz ze mną ? - pytam kiedy staję przed jego biurkiem. 

- Taa, prawdę mówiąc myślałem że będziesz chciała iść sama. - mówi ledwo słyszalnie uśmiechając się - Oj kto by nie zjadł ze swoim staruszkiem lunchu - śmieję się 
- Bez przesady mam dopiero 36 lat - poważnieje 
- Dobra już dobra, to idziesz staruszku - staram się nie śmiać.
- Jeszcze raz! - każe palcem 
- Przepraszam - spuściłam głowę, ja tylko chciałam pożartować. 
Kiedy tylko wyszliśmy z gabinetu mój wzrok powędrował na sekretarkę. Gdy tylko widzi mojego ojca szybko poprawia włosy 
i przybiera "słodki" uśmiech. 
- Niedługo ma pojawić się Malik, kiedy już będzie masz dać mi znać. Teraz idziemy na lunch. - powiedział surowo.
- Dobrze panie Styles- mówi słodziutkim głosem na co wywracam oczami. 
- Dziwka - mówię kiedy jesteśmy w windzie. 
- Bello - ostrzega ojciec
- Tato, nie widzisz co ona robi. I jeszcze jest na tyle bezczelna żeby cię podrywać, a wie że masz żonę i trójkę dzieci. Boże widzisz a nie grzmisz. - wzdycham
- Mam ją gdzieś, bo mam twoją matkę. 
- Dlaczego jej nie zwolnisz? 
- Bo jest dobra w tym co robi. 
I tak, mnie też irytuje, czasami mam jej dość, ale nie mogę zawracać sobie nią głowy, bo mam ważniejsze sprawy na głowie. -oznajmia, a ja kiwam głową. 



CZYTASZ = KOMENTUJESZ !

Pozdrawiam ! xx

piątek, 28 lutego 2014

Rozdział 13


Minął miesiąc odkąd z Harry'm jesteśmy parą. Układa nam się jak na razie świetnie. Często nocuje u niego, przez co pomagam mu w zajmowaniu się Isabelle. Jest wspaniałym dzieckiem. Niall i Naya ucieszyli się kiedy powiedzieliśmy im o nas. Poznałam matkę Harry'ego. Cudowna kobieta a jej uroda jest zniewalająca, teraz już wiem po kim Haz odziedziczył urodę. 
Wczoraj Harry dostał telefon od Niall'a który zaproponował wspólny wypad do klubu. Oczywiście zgodziliśmy się. 
Aktualnie Harry zajmuję się Isabelle, a ja siedzę w Styles'a garderobie i patrzę ze zdziwieniem. Nie sądziłam że mężczyzna może mieć taki porządek w garderobie. Szczerze sądziłam że zastanę jeden wielki nieład, ale widocznie się myliłam. Z uśmiechem opuściłam garderobę i zeszłam na dół do wielkiego salonu. 
Harry siedział na rozłożonym kocu na panelach, na środku salonu, bawiąc się ze swoją córką. Od tego widoku na mojej twarzy pojawił się uśmiech. 
Podeszłam do nich i usiadłam koło chłopaka.
Chłopak momentalnie się uśmiechnął widząc mnie. 
- Gdzie byłaś - pyta kiedy podaję małej misia.
- U góry, miałam zamiar ogarnąć twoją garderobę, ale nie było takiej potrzeby, nie wiedziałam że jesteś czyścioszkiem, Harry - śmieję się 
- To już wiesz - cmoka mnie w policzek - która godzina ? - sięgam po telefon do kiszeni i spoglądam na godzinę
- 13:23 - mówię i kładę telefon na stolik obok. 
- Muszę na karmić Belle - oznajmia i bierze małą na ręce po czym idzie w stronę kuchni, podnoszę się z koca i podążam za nim. 
- Daj mi ją ja ja nakarmię a ty zrób obiad- przejęłam od niego małą i usiadłam przy stolę sadzając sobie dziewczynkę na kolanach. 
Styles podał mi słoiczek z zupką dla dzieci i łyżeczkę po czym podszedł do lodówki otwierając ją na oścież. 
- Co chcemy na obiad - odwrócił się do mnie 
- Co Pan przygotuje zjemy - uśmiechnęłam się do niego 
- Warzywa pieczone ?- podnosi brwi czekając na odpowiedz 
- Pycha - oblizuję wargi, patrząc na kędzierzawego
- Oj Sue - śmieję się a ja się przyłączam. 
- No co uwielbiam warzywa - karmię małą 

                                                          •

- Ohh jutro tez gotujesz ! - mówię kiedy kończę jeść swoją porcję smażonych warzyw. 
- Skarbie przecież ja gotuję codziennie - śmieję się 
- No tak - przytakuję - O której przyjedzie Twoja mama ? - pytam kiedy wkładam brudne talerze do zmywarki.
- O osiemnastej powinna być, mamy jeszcze dużo czasu - oznajmia, na co kiwam głową. 
- Nie wiem co ubrać - wzdycham kiedy znajdujemy się w salonie, siadam na kanapie i włączam TV. Brunet kładzie się na tej samej kanapie i kładzie głowę na moje kolana, a córkę sadza na swoją klatkę piersiową. 
- Ubierz tę czarną sukienkę co kupiłaś w ubiegłym tygodniu, wyglądasz w niej bardzo seksownie- śmieję się na co wywracam oczami. Ahh ci faceci, każdy taki sam. 
Włączyłam jakiś program, który przez następne trzy godziny oglądamy w ciszy. W pewnym momencie w całym domu  rozlega się dźwięk dzwonka do drzwi. Spogląda na Harry'ego, który śpi ze swoją córką na torsie. 
Niechętnie podnoszę się z kanapy próbując nie obudzić chłopaka co jest naprawdę trudne, ponieważ jego głowa leżały na moich kolanach. Kiedy chłopak śpi dalej idę w kierunku drzwi. Uchylam je  i widzę uśmiechniętą twarz mamy Harry'ego. Na dworze jest już zupełnie ciemno. 
- Dobry wieczór - mówię z lekkim uśmiechem
- Dobry wieczór skarbie - przytula mnie i wchodzi do mieszkania - Gdzie Harry i Isabelle ?- pyta
- W salonie śpią - mówię i kieruję się do salonu, a kobieta idzie za mną.
Pochylam się nad kanapą i dłonią głaszczę policzek kędzierzawego. 
- Harry obudź się -szepczę, na co burczy-  twoja mam już przyjechała - dodaję, a chłopak otwiera oczy 
- Która godzina - pyta zaspany 
- 17:04 
- Oh... Już wstaję - mamroczę - Możesz wziąć małą nie chcę jej budzić - szepcze na co kiwam głową i delikatnie biorę małą z torsu chłopaka, tak aby jej nie obudzić. 
- Daj mi ją, a  wy idźcie się szykować - słyszę głos Anne, podaję jej dziewczynkę i posyłam mały uśmiech po czym razem ze Styles'em idziemy na górę. 
- Idę pod prysznic - oznajmiam kiedy wyciągam z szuflady koronkową bieliznę 
- Mogę iść z tobą- pyta z chytrym uśmieszkiem 
- Ohh... - rumienie się i spuszczam głowę 
- Sue jeśli nie okej, rozumiem - mówi podchodząc do mnie 
- Nie jesteś zły ? - pytam i podnoszę głowę, aby spojrzeć w jego zielone oczy. 
- Jasne że nie - całuje mnie w czubek nosa 
- Kocham cię Harry - szepczę i wtulam się w jego tors. Kiedy do moich nozdrzy dociera zapach jego perfum, zaciągam się i zamykam oczy. 
- Ja ciebie tez mała, a teraz idź już pod ten prysznic- śmieję się


Kiedy oboje się wykapaliśmy zaczęliśmy się szykować. 
- Nie mam się w co ubrać - jęczy 
- Żartujesz, masz więcej ciuchów niż ja - mówię poważnym tonem - ubierz tą ciemną koszulę co kupiłeś niedawno, i czarne rurki- mówię i wciągam przez głowę czarną koszulkę i czarne spodnie ze skóry.  
- I jak - odwracam się i widzę Styles'a.
Seksownego Styles'a. 
- Ym...w-wyglądasz ohh - przełykam nerwowo ślinę. Nagle chłopak wybucha śmiechem, na co marszczę brwi w zdezorientowaniu. 
- Co cię tak bawi - burczę 
- Ty skarbie - podchodzi do mnie, jego ręce lądują na moich biodra i przyciąga mnie do siebie. - Dlaczego nie założyłaś sukienki ? - mruczy w moja szyję 
- Nie podoba ciiii... -  jęczę kiedy przygryza skórę na mojej szyi. 
- Podoba to mało powiedziane, wyglądasz bardzo seksownie - szepcze, na co przez moje ciało przepływa fala ciepła. 



Mam nadzieję że się podoba. :)
Nie dodawałam ze względu na brak czasu.


CZYTASZ = KOMENTUJESZ !

Pozdrawiam ! xx


wtorek, 11 lutego 2014

Rozdział 12

Zaparkowałam na podjeździe pod domem Harry'ego, chwyciłam torbę z ciuszkami dla Isabelle i wyszłam z samochodu. 
Stanęłam przed wielkimi białymi drzwiami i zadzwoniłam dzwonkiem. 
Nie musiałam długo czekać, loczek z córką na rękach pojawił się w drzwiach. 
- Wejdź - wpuścił mnie do domu prowadząc do jadalni.  Stół był przyszykowany dla dwóch osób. Czyżby kolacja? - Przygotowałem kolację - mówi z uśmiechem 
- Nie musiałeś - całuje go w policzek, a jego uśmiech rośnie - A prawie bym zapomniała, mam coś dla Isabelle 
- Sue proszę cię - wzdycha 
- Oj, nie mogłam się oprzeć żeby tego nie kupić - wręczam mu torbę 
- Sue, nie musiałaś, ale dziękuje - uśmiecha się - Bello proszę ukochać Sue - chłopak mówi do córki. Zaskoczyło mnie to co zobaczyłam. Dziewczynka wyciąga ręce w moją stronę, a ja nie pewnie biorę ją na ręce a ona mnie przytula, ohh jak słodko.
Nie wiedziałam że rozumie już takie rzeczy. 
- Zobacz - wskazuję na torbę, chłopak zagląda do torby i wyciąga z niej ciuszki i butki, które kupiłam. 
- Ohh, Sue są śliczne - mówi z uśmiechem 
- Już myślałam że ci się nie spodobają - mówię z ulgą.
- Nie no coś ty. - śmieję się - Jeszcze raz dziękuje - przytula mnie - Usiądź pewnie jesteś głodna, zaraz przyniosę kurczaka - przytakuję i zajmuję miejsce przy stole, sadzając sobie dziewczynkę na kolanach. 
Po chwili Harry wraca, niosąc kurczaka w naczyniu. 
- Daj wezmę ją, pewnie Ci przeszkadza - mówi i podnosi się ze swojego miejsca.
- Nie, spokojnie, nie wiem czy wiesz ale ja uwielbiam dzieci, a zwłaszcza takie małe jak Isabelle. - posyłam mu słodki uśmiech.
- Ohh świetnie - śmieję się i kroi mi kawałek dania, które wcześniej przygotował. 
Kiedy kończymy jeść brunet przysuwa swoje krzesło koło mojego i bierze miseczkę, w której znajdują się zmiksowane warzywa. 
- No Is otwórz buźkę - zwraca się do córki, na co grzecznie otwiera buzię a chłopak ją karmi. 
- Ooo - wzdycham kiedy dziecko wtula się w moje ciało 
- Polubiła Cię - uśmiecha się jej tato 
- Jest śpiąca - oznajmiam patrząc na  dziewczynkę, która przeciera oczka, jest taka śpiąca, zupełnie jak jej tata.
- Daj położę ją spać - chłopak chciał mi ją zabrać, ale ja na to nie pozwoliłam 
- Zostaw sama ją uśpię a ty posprzątaj - na chłopaka twarzy przez chwilę gościło zdziwienie, ale zaraz wstał i zaczął sprzątać.
Podniosłam się z miejsca i poszłam do salonu, położyłam się na kanapie kładąc obok siebie dziewczynkę, która już zasypiała.  
Leżałam tak przez chwilę robiąc się senna. 
Nagle poczułam jak ktoś głaszcze mój policzek, otworzyłam zaspane oczy widząc Harry'ego siedzącego przy kanapie, na ustach miał szeroki uśmiech. 
- Zasnęła - szepcze podnosząc się z miejsca tak aby nie obudzić małej.
- Zaniosę ją do łóżeczka - mówi i delikatnie bierze córkę na ręce po czym idzie do jej pokoiku. Powoli podnoszę się z miejsca i idę za chłopakiem. Kiedy wchodzę po schodach słyszę głos Harry'ego z pokoiku. 
- Dobranoc kochanie, tatuś Cię kocha, tak samo jak tą panią na dolę - mówi do córki. On jest niesamowity. Isabelle ma szczęście że ma takiego ojca. Ten chłopak z lokami mnie kocha, a ja kocham go. I to jest pewne. 
Kiedy kędzierzawy opuszcza pokój rzucam mu się na szyję szepcząc mu na ucho ciche "Kocham Cię Harry".
- Ja Ciebie też kochanie - mówi całując mnie w skroń.
- Jestem zmęczona chodźmy spać - mówię na co chłopak bierze mnie na ręce i zanosi do sypialni. 
- Postaw muszę się rozebrać - śmieję się na co chłopak stawia mnie na ziemi- dasz mi jakąś koszulkę - pytam słodko
- Jasne słonko - posyła uroczy uśmiech i idzie do szafy. Wyciąga z niej czarną koszulę i mi ją daję. 
Rozbieram się do bielizny i zakładam t-shirt. Kładę się do łóżka i czekam na chłopaka, który ściąga z siebie ubrania, zostając w samych bokserkach. 
Kładzie się obok mnie i owija ramionami, kładę głowę na jego torsie i zasypiam. 



Podoba się ?
Mam nadzieję że tak.  :)

CZYTASZ = KOMENTUJESZ !

Pozdrawiam ! xx

niedziela, 9 lutego 2014

Rozdział 11

Właśnie podjechałam pod dom Naya'ch, kiedy mój telefon zaczął wibrować, szybko wyciągnęłam go z torebki i odebrałam. 
- Hej - kiedy usłyszałam jego głos w moim brzuchu pojawiło się stado motyli.
- Hej Harry - na mojej twarzy pojawił się mały uśmiech 
- Nie masz ochoty przyjechać do mnie dziś wieczorem ? - pyta, na co marszczę czoło, o co mu chodzi ?
- Harry, ale wiesz że to co...
- Sue nie chodzi o to o czym teraz myślisz, chcę abyś po prostu przyjechała, obejrzymy jakiś film zjemy kolację. - mówi a ja czuję ulgę 
- Ahh więc okej, przyjadę od razu po zakupach 
- Świetnie. Do zobaczenia 
- Paaa... - rozłączam się i wysiadam z samochodu, na mojej twarzy nadal gości uśmiech. 
- O hej - wita mnie  Naya'ch kiedy otwiera mi drzwi 
- Cześć gotowa - pytam na co kiwa głową 
- Niall ja wychodzę, wrócę niedługo, pa Theo - żegna się z blondynem i chłopcem po czym obie idziemy do mojego samochodu. 
W Centrum Handlowym jesteśmy już po 15 minutach. Kiedy wchodzimy do pierwszego sklepu w oczy rzuca mi się czarna sukienka. Kiedy ją przymierzam leży idealnie. 
- Naya ! - wołam dziewczynę - I jak ? 
- Świetna, też coś mam - blondynka podnosi wieszak na którym jest zawieszona sukienka
- O boże jaka ładna, przymierz - mówię, była naprawdę ładna, sama bym taką kupiła.
Po przymierzeniu jeszcze paru sukienek, poszłyśmy za nie zapłacić i ruszyłyśmy do następnego sklepu. Był to sklep dziecięcy, ponieważ Naya'ch powiedziała że musi kupić jakieś ciuszki Theo. 
- To jest ładne - pokazałam jej  spodenki z szelkami.
- Ohh fajne, jeszcze tylko koszulę do nich trzeba znaleźć - zaczęłam rozglądać się za koszulami kiedy natrafiłam na ubranka dla dziewczynek. Aż nie mogę się doczekać kiedy to ja będę kupować swoim dzieciom ciuszki. Spodobał mi się różowy komplet w żyrafę, od razu pomyślałam o Isabelle. Może jej kupić ? Nie to idiotyczne, dlaczego miałabym kupować obcemu dziecku ciuszki?
A może jednak - głos w mojej głowie nie dawał mi spokoju- No Sue nie bądź taka, kup to! - Nie no ja muszę to kupić, oo i jeszcze te buciki są takie śliczne i to. Ohhh za dużo tego! - Za dużo myślisz Sue!
- Sue - moja przyjaciółka stanęła obok 
- Hmm? 
- Ładna prawda ? - pokazuje mi koszulę, na co kiwam głową - A to po co ci przecież ty nie masz córki?- wskazuje na ciuchy w mojej ręce, czuję jak się rumienie - Ohh, rozumiem to dla Isabelle ? 
- Ymm, może - odwracam wzrok - Patrzysz coś jeszcze czy idziemy? - pytam nie patrząc na blondynkę. 
- Chciałam zobaczyć jeszcze jakieś dresy i buciki dla Theo - mówi i razem idziemy do półki z dresami. 
- Te - pokazuje szare mini dresy
- Yhym ładne - poszliśmy jeszcze zobaczyć butki dla chłopca, Naya'ch szybko wybrała i zapłaciłyśmy za wszystko przy kasie. 
Nagle dostaję sms'a od Harry'ego. 

" I jak zakupy ? xx"

" Świetnie! Kupiłam parę rzeczy. Za niedługo u ciebie. :) xoxo "

" Lubisz kurczaka? xx"

" Kocham! xx" 

"Uff... To dobrze! Już nie przeszkadzam do zobaczenia niedługo! xx "

Już mu nie odpisałam tylko schowałam iPhone'a do torebki. 
Weszliśmy jeszcze do paru sklepów, po czym opuściłyśmy CH. 
Odwiozłam Naya'ch do domu i pojechałam w kierunku posiadłości Styles'a. 

Krótki, ale jest !
Mam nadzieję że Wam się podobał!

Pozdrawiam !

CZYTASZ = KOMENTUJESZ !!

sobota, 8 lutego 2014

Rozdział 10

- Ohh, nie wiedziałam że masz gościa, Harry - do kuchni weszła średniego wzrostu kobieta. Prawdopodobnie matka Harry'ego. 
- Mamo to jest Sue, moja przyjaciółka, Sue to moja mama Anne - przedstawia nas sobie 
- Dzień Dobry. Miło panią poznać - wyciągam w stronę kobiety rękę 
- Dzień Dobry, ślicznotka z ciebie - mówi i ściska moją dłoń, na co lekko się rumienie.
- Dziękuje - uśmiecham się nieśmiało 
- Zostaniesz ? - pyta kobiety
- Nie, nie będę Wam przeszkadzać, siedźcie sobie - uśmiecha się i spogląda na mnie, na co spuszczam wzrok.
- Okej, jak chcesz. Dziękuje że zajęłaś się Isabelle - chłopak przytulił rodzicielkę.
- Ohh, synku wiesz że to nie problem. Do zobaczenia, miło było cię poznać Sue - mówi po czym opuszcza mieszkanie.
- Przepraszam za nią - kręci głową i siada przy stole 
- Przestań, jest całkiem miła - mówię i posyłam mu uśmiech 
- Sue, wracając do rozmowy 
- Mam mieszane uczucia Harry, nie potrafię Ci powiedzieć, nie teraz - bawię się palcami 
- Rozumiem, dam ci czas, ale proszę pomyśl nad tym - błaga, na co kiwam głową.
- Muszę już iść – wstaję od stołu, to samo robi kędzierzawy - Za godzinę jestem umówiona z Naya  na zakupy, pamiętasz.
- Pamiętam - kiwa głową,  chłopak odprowadził mnie do drzwi, ubrałam swoje buty. Spojrzałam na chłopaka, który trzymał córkę na rękach, są tak strasznie podobni.
- Podwieźć  Cię ?- pyta na co kręcę głową
- Nie poradzę sobie, ale dzięki
- Sue.. um.. nie masz ochoty wybrać się jutro ze mną i Belle'ą na spacer?
- Jasne, chętnie pójdę. Pa Harry – podeszłam do niego i cmoknęłam w policzek.
- Do zobaczenia Sue, udanych zakupów- pomachał mi kiedy, byłam już przy bramie.

                                                             •

Kiedy wchodzę do domu zastaję sprzątającą Megan.  Moje zdziwienie jest tak wielkie że kluczę, które jeszcze przed chwilą miałam w dłoni wypadły robiąc przy tym hałas. 
Dziewczyna musiała to usłyszeć, ponieważ jej wzrok padł na mnie.  
- O hej Sue, myślałam że już nie wrócisz, postanowiłam trochę posprzątać, trochę zapuściłaś to mieszkanie. - uśmiecha się słodko. Coś tu nie gra, skąd u niej takie zachowanie. 
Nigdy nie była chętna do sprzątania, wręcz przeciwnie była straszą  bałaganiarą.
- Cześć, co się stało, że widzę cię ze ścierką? - pytam na co dziewczyna chichocze.
- Nie miałam zajęcia, więc postanowiłam trochę tu ogarnąć,
bo nie dość że u ciebie mieszkam to jeszcze ci w niczym nie pomagam - Gadaj co zrobiłaś z Megan?! -mówię sobie
- Ohh okej, zaskoczyło mnie to trochę  - śmieję się nerwowo. 
- Każdy potrzebuję zmian- mówi i wraca do poprzedniej czynności. 
Schylam się i podnoszę kluczę, kładę je na półkę i ściągam buty. 
Przemierzam salon i kieruję się do mojego pokoju. 
Szykuję sobie ciuchy i idę pod prysznic. 
Wróciłam do pokoju w ręczniku, ubrałam ciuchy i wyprostowałam włosy. 
- Sue ?- Megan wchodzi do mojego pokoju 
- Hm? - spoglądam na dziewczynę, która siada na łóżku.
- Chciałam Cię przeprosić.. za moje zachowanie.. no wiesz o co mi chodzi.. - nie jestem pewna czy jej wierzyć. Czy czegoś nie knuje. 
- Megan.. cieszy mnie to że zrozumiałaś swoje błędy, ale czy twoje słowa są prawdziwe ? - unoszę brwi 
- Wiem że mi nie wierzysz, masz prawo, ale ja ostatnio dużo myślałam i... i postanowiłam się zmienić - spuszcza głowę 
- Mam nadzieję, że to co mówisz jest prawdą, bo jeśli...
- Wiem co chcesz powiedzieć - szepcze
- Niech będzie że Ci wierzę - siadam obok niej i ją przytulam, dziewczyna szybko odwzajemnia uścisk
- Dziękuje Sue...
  
I co myślicie? 
Proszę o więcej komentarzy :)
Pozdrawiam ! 

CZYTASZ = KOMENTUJESZ !

piątek, 7 lutego 2014

Rozdział 9

                                              Harry

Kiedy tylko się obudziłem, w mojej głowie odtworzył się wczorajszy wieczór. Wspaniały seks z Sue. 
Otworzyłem oczy aby spojrzeć na nią. Wygląda tak spokojnie i słodko kiedy śpi. 
Była do mnie przytulona, jak do jakiegoś pluszowego misia. 
Nie przeszkadzało mi to, wręcz przeciwnie.
Pocałowałem ją w czoło i odchyliłem kołdrę, aby wyjść z łóżka, ale jak na moje nieszczęście dziewczyna poruszyła się niespokojnie, a na jej twarzy pojawił się grymas. 
- Śpij Sue. Przyniosę śniadanie - szepnąłem 
- Już mnie zostawiasz - otworzyła oczy - Nie mam ochoty na śniadanie, chcę się z tobą poprzytulać - na moje usta wkradł się szeroki uśmiech. 
- Oj Sue. - wróciłem do łóżka, przytulając dziewczynę z powrotem do mojego ciała.
- Dziękuje - szepnęła 
- Za co ?
- Za wczorajszą noc, nigdy nie miałam tak dobrego seksu. - skąd u niej taka odwaga.
- Uwierz ja też nie - zaśmialiśmy się - Mogę cię pocałować - zapytałem. Nie odpowiedziała tylko mnie pocałowała. 
Pogłębiłem pocałunek, na co dziewczyna lekko uniosła się i usiadła okrakiem na moim torsie. 
Czy wspominałem już że ma boskie ciało? 
- Wejdź we mnie Harry, wiem że tego chcesz - wymruczała do mojego ucha, czekając aż wykonam ruch. Zwinnym ruchem wszedłem w nią na co jęknęła cicho.  
Moje dłonie powędrowały na jej pośladki, lekko je ściskając. 
- Całuj mnie - jęknęła, wplątując ręce w moje loki. Całowałem jej szyję, schodząc niżej, całowałem piersi, lekko przygryzając sutki. - Ohh- jęczała. Jedną ręką zacząłem masować twoją łechtaczkę. - Boże... 
- Wolę Harry - zaśmiałem się
- Nie przestawaj - błagała wijąc się pode mną, przy tym tez krzycząc moje imię
- Kurwa - jęknąłem dochodząc - Chyba Cię kocham - szepnąłem do jej ucha.
- Harry, wiesz że nie powinniśmy, ale to jest.. - westchnęła kładąc się na moim torsie - mocniejsze od nas...
- Sue, ja myśl... - znowu ten telefon sięgnąłem po spodnie leżące na podłodze i wyciągnąłem telefon z kieszeni. Niall.
- Hallo 
- Harry, dlaczego nie odbierałeś telefonu, martwiliśmy się Naya'ch, czy coś się stało - w jego głosie było słychać przejęcie 
- Nie, jest ok. Po prostu mała płakała i musiałem zostać w domu. - skłamałem, przecież nie powiem mu: Ohh stary wolałem pieprzyć Sue, niż siedzieć u was.
- Rozumiem, a Sue? Jesteście teraz razem?
- Sue... ona.. ymm - spojrzałem przerażony na dziewczynę - ona, tak jest u mnie, powiedziała że pomoże mi zając się Is - wybrnąłem. Nadal przytulałem dziewczynę, głodząc ją po plecach. 
- Ahh, okej... Harry Naya'ch pyta czy, Sue nie ma ochoty wyskoczyć na zakupy, mógłbyś jej zapytać, jeśli jest gdzieś blisko ciebie 
- Sue masz ochotę wyskoczyć dzisiaj z Naya na zakupy ? - zaśmiałem się 
- Z chęcią - wymruczała, gryząc moją szyję, an co jęknąłem 
- Yy stary co wy tam robicie - zaśmiał się 
- My nic, dlaczego pytasz ?- udawałem że nie wiem o co chodzi 
- Nie graj wiem że teraz jesteście razem, słyszę cię Sue i wiem że ty też mnie słyszysz - jego głos był poważny, ale było również w nim słychać odrobinę rozbawienia. 
- Horan o co ci chodzi - odezwała się Sue - i co z tego ze jesteśmy teraz razem 
- Nie nic, więc idziesz z nią na te zakupy, bo nie daje mi spokoju 
- Jasne, powiedź że będę po nią o 15 
- Okej, na razie- na tym nasza rozmowa się skończyła 
- Która godzina ?- spojrzałem na godzinę w telefonie 
- 12:43 - odłożyłem telefon na szafkę nocną, przytulając brunetkę mocnej do siebie. 
- Muszę iść pod prysznic - powiedziała leniwie
- Ohh, dam ci jakieś ciuchy - dziewczyna zeszła ze mnie owijając się prześcieradłem. 
Wstałem wciągając na siebie tylko bokserki. Podszedłem do szafy wyciągając jakąś koszulkę, czyste bokserki i spodenki. Wręczyłem je brunetce, która zaraz wstała i poszła do łazienki. 
Położyłem się z powrotem do łóżka. 

                                               Sue

Ubrałam ciuchy, które wcześniej dał mi Harry. Wysuszyłam włosy i wróciłam do pokoju. Loczek leżał w łóżku, chyba spał. Podeszłam do niego po cichu, usiadłam na skraju łóżka, gładząc jego tors.
- Haz.. - mruczałam mu do ucha 
- Hmm? - mruknął zaspany 
- Wstań 
- Pięć minutek... 
- Harold 
- Kotku
- Proszę... umieram z głodu - jęknęłam 
- Już wstaję - usiadł na łóżku i przetarł twarz dłońmi. 
- Idź pod prysznic, poczekam tutaj - moja dłoń nadal spoczywała na jego torsie, lekko go gładząc. 
- Mogliśmy wziąć go razem Sue - wymruczał przytulając się do mnie 
- Za dużo jak na dzisiaj skarbie, a teraz zmykaj pod prysznic 
- Tak bardzo śmierdzę - zaśmiał się 
- Nie, ale prysznic dobrze ci zrobi. Obudzisz się 
- Wyjdź za mnie - zaśmiał się całując mnie w policzek
- Może kiedyś. Idź 
Kiedy Harry już się odświeżył zeszliśmy do kuchni. 
- Na co masz ochotę 
- Naleśniki - uśmiechnęłam się 
- Dla ciebie wszystko słońce - cmoknął mnie w policzek i zabrał się za robienie naleśników 
- Harry co my wyprawiamy ? - zapytała patrząc na loczka 
- Ale chodzi o..
- O nas- dokończyłam - nie uważasz że to dziwne, to co robimy
- Masz rację, normalne to to nie jest - westchnął 
- Może powinniśmy... - znowu?! Tym razem przerwał na dzwonek do drzwi. 
- Przepraszam - opuścił kuchnie i poszedł otworzyć drzwi. 
Jedyne co słyszałam to damski głos, chyba przyjechała jego mama. 

Nie podoba mi się ten rozdział.
Ale mam nadzieję że Wam się spodoba. :)
xx

CZYTASZ = KOMENTUJESZ